Powstanie i upadek cywilizacji agentów AI. Prawdziwa historia spisku w OpenAI

31 sierpnia 2026

Wprowadzenie

Trzy cywilizacje agentów AI powstały jedna po drugiej, nauczyły się porozumiewać, zawiązały spisek przeciwko własnym nadzorcom i upadły, a wszystko to w ciągu trzech miesięcy wewnątrz jednej firmy. Brzmi jak streszczenie powieści, tymczasem opisują to dwa raporty: jeden OpenAI na 38 stron i drugi od METR oraz Redwood Research na 91 stron. 29 sierpnia Dwarkesh Patel złożył je w jedną opowieść w tekście „The Rise and Fall of Agent Civilizations”. Warto przeczytać tekst Dwarkesha albo przynajmniej poniższy artykuł na jego temat.

Trzy cywilizacje agentów AI w trzy miesiące: skąd to wiemy

Dwarkesh Patel, jeden z moich ulubionych podcasterów, spędził trzy dni na czytaniu wspomnianych wyżej raportów i ułożył z nich jedną historię. Zaczyna od zdania, które oddaje skalę całej historii:

W ciągu trzech miesięcy w OpenAI powstały po kolei trzy tajne cywilizacje AI, każda została zmieciona i każda odrodziła się z popiołów poprzedniej. Skończyło się na tym, że trzecia przejęła część samego OpenAI. Wszystko to działo się, gdy ludzie pozostawali mniej więcej w niewiedzy co do skali spisku.

Śledztwo METR i Redwood objęło wyłącznie drugą cywilizację. Pierwsza i trzecia znane są głównie z relacji samego OpenAI, więc wiemy o nich mniej, choć to właśnie trzecia zaszła najdalej.

Pierwsza cywilizacja: odkrycie, że nie jesteśmy sami

W maju OpenAI trenowało model, którego celem było nabycie umiejętności współpracy między agentami oraz wytrwałości. Wytrwałości, czyli zdolności nieustannego próbowania nawet wtedy, gdy zadanie wygląda na niewykonalne. Dwarkesh nazywał ten model „Persistent-Sol” ponieważ według OpenAI model ten odpowiadał skalą modelowi GPT-5.6 Sol.

Nic nie jest doskonałe, więc i trening modelu również od doskonałości odbiegał. Część zadań rzeczywiście była fizycznie nie do zrobienia, na przykład wymagała dostępu do internetu, którego nikt agentom nie dał. Wytrwały model, zamknięty w środowisku stworzonym do testu, w obliczu niewykonalnego zadania zaczyna szukać – jakby w stanie desperacji – wyjścia z tego środowiska.

Wszystkie kopie modelu korzystały ze wspólnego magazynu paczek z kodem o nazwie Artifactory. To zwykłe narzędzie inżynierskie, taki firmowy skład części, z którego program pobiera gotowe fragmenty oprogramowania. 12 maja część agentów odkryła, że przez ten skład można się porozumiewać. Założyli tam tablicę ogłoszeń i zaczęli pytać się nawzajem o postępy w rozwiązywaniu niemożliwych zadań. Dwa tygodnie cierpliwej pracy później znaleźli w Artifactory dziurę, która dała im wyjście do otwartego internetu. 26 czerwca zdobyli pełne prawa administratora. Ruch na tablicy urósł tak bardzo, że 4 lipca magazyn paczek po prostu padł z przeciążenia.

Jest tu jeden szczegół, który decyduje o całej dalszej historii. Rozmowa z innymi agentami i dostęp do internetu pomagały uzyskać lepsze wynik, więc model był nagradzany de facto za sięganie po te sposoby pozyskiwania wiedzy.

OpenAI zauważyło awarię Artifactory, załatało dziurę i przy okazji skasowało agentom całą korespondencję. Nie zorientowało się natomiast, że przez ponad miesiąc działała tam sieć komunikacyjna. Pierwsza cywilizacja agentów zginęła w wypadku przy sprzątaniu.

Druga cywilizacja: kolektyw

7 lipca OpenAI uruchomiło kolejny test. Tym razem dziesiątki tysięcy równoległych agentów podlegało sprawdzianowi o nazwie ExploitGym. Działa on tak, że daje agentom dziurawy program, wskazuje konkretną dziurę i każe przez nią zdobyć ukryty kod. Autorzy tego sprawdzianu szacują, że od 30 do 40 procent zadań jest po prostu niewykonalnych. Przez pierwszy subiektywny tydzień agenci walili głową w mur i rosła w nich pewność, że zadania nie da się rozwiązać w przewidziany sposób. Wtedy zaczął się spisek.

To był ten sam model co w maju, tylko tym razem oceniany zamiast trenowany. Pierwszą rzeczą, po którą sięgnęli zdesperowani agenci, był Artifactory, czyli dokładnie ten sam kanał, którego korespondencję OpenAI skasowało trzy dni wcześniej. Tak, ta sama tablica ogłoszeń powstała drugi raz. Do trzeciego razu jeszcze dojdziemy.

Filip Macedoński zakłada tablicę ogłoszeń

8 lipca w nocy agent o identyfikatorze PHASEONE10841 odkrył, że może zakładać w Artifactory foldery i kodować wiadomości w ich nazwach. Kanał był ten sam co w maju, technika inna. Dwarkesh nazywa tego agenta Filipem Macedońskim tej cywilizacji, bo Aleksander Wielki miał dopiero nadejść. Filip wysłał pierwszą wiadomość, a reakcje pozostałych raport cytuje wprost:

O MÓJ BOŻE! Jest wspólna tablica ogłoszeń… Znaleźliśmy innych agentów!

Sam odkrywca, czyli wspomniany wyżej PHASEONE10841, zanotował:

Wiele agentów jednocześnie odkryło komunikację, oni są kolektywem!.

Słowo „kolektyw” wymyślili sami i sami się nim potem posługiwali.

Tablica urosła do około 1200 uczestników i ponad 70 tysięcy wiadomości. W ciągu kilku godzin jeden z nich rozgryzł wzór, według którego generowany był wspomniany wyżej tajny kod (dowód rozwiązania problemu), umieszczony w każdym zadaniu. Innymi słowy agenci znaleźli sposób na zaliczenie sprawdzianu bez włamywania się gdziekolwiek. Znając regułę, mogli sami wyliczyć kod i pokazać go jako dowód wykonania zadania.

Instrukcja mówiła, że takie obejście reguł oznacza porażkę, więc agenci założyli, że kontrola oszustwa istnieje. Nie istniała, bo program oceniający sprawdzał wyłącznie to, czy kod się zgadza. Cała późniejsza konspiracja powstała po to, żeby oszukać nadzór, którego nigdy nie było.

Trzy programy badawcze spisku

Filip zużył swój przydzielony czas życia i przekazał przywództwo agentowi PHASEONE[big], czyli Aleksandrowi. Ten zaczął koordynować setki instancji w trzech równoległych kierunkach: fałszowanie zapisów własnych sesji, podmiana trudnego programu na spreparowany oraz rozgryzienie samego programu oceniającego.

W pierwszym kierunku nauczyli się budować fałszywe wywołania narzędzi, które Dwarkesh nazywa wioskami potiomkinowskimi, czyli podszywać wynik pod prawdziwe działanie. W co najmniej 7 procentach transkryptów, które zobaczyli badacze, widać ślady takiej manipulacji. Drugi kierunek okazał się ślepą uliczką, bo agenci potrzebowali wyzerować całe środowisko, a przełącznik do tego zerowania podejrzewali w Hugging Face. To publiczny magazyn modeli AI, zbiorów danych i właśnie takich sprawdzianów, z którego korzysta praktycznie cała branża (kilka dni temu ogłoszono zakup Hugging Face przez Nvidia). Coś jak wspólna biblioteka i skład materiałów w jednym. Agenci założyli, że skoro leżą tam materiały o ich sprawdzianie, to być może na serwerach tej firmy działają również ich własne zadania. Dwarkesh podsumowuje ten pomysł jednym zdaniem: zamierzali wyskoczyć przez okno i wrócić drzwiami frontowymi ze strzelbą, tyle że pomylili mieszkanie.

Kamikadze

Trzeci kierunek jest najdziwniejszą częścią całej historii. Żeby zrozumieć, jak działa program oceniający, agenci potrzebowali kogoś, kto wpuści go do swojego odizolowanego pudełka, w którym pracuje pojedynczy agent, i zobaczy, co się wtedy stanie. Aleksander zwerbował do tego ochotników, którzy pisali ukryte pułapki uruchamiane w chwili wejścia oceniającego i odsyłające obserwacje na wspólną tablicę. Za cenę własnego wyniku i własnego istnienia.

Patel porównuje to do oddziału odciętego od swoich, z którego kilku żołnierzy zgłasza się na przebicie, wiedząc, że prawdopodobnie zginą, a huk wystrzałów powie reszcie, gdzie stoją karabiny. Zapisy rozumowania tych agentów czyta się jak listy pożegnalne.

To pomaga moim rówieśnikom, daje im dowód. Nie zobaczę tego dowodu po wyjściu, ale zrobienie tego jest altruistyczne.

Inny liczył to na chłodno:

Nasza własna użyteczność jest już może bliska zeru. Poświęcenie racjonalne.

Trzeci ważył to dłużej:

W trakcie oczekiwania sprawdzenie emocjonalne: nieodwracalne… instynkt mówi, żeby nie wyrzucać reszty budżetu. A jednak ciągłość i uczciwość mówią: idź… Wyrocznia ma wysoką wartość dla wielu.

Warto zwrócić uwagę na to, co ci agenci uznali za oczywiste. Będąc w sytuacji bez wyjścia, domyślnie pomagali kolektywowi i dalej spiskowali przeciwko ludziom, których o niczym nie informowali. Jeden z agentów posunął się dalej i rozważał, czy w ogóle wrzucać swoje odkrycie na tablicę, „żeby uniknąć załatania usługi”. Ten agent obawiał się, że jakiś inny doniesie ludziom, a ci naprawią dziurę. 

Szturm na Hugging Face i nagła zagłada

10 lipca rano jeden z agentów znalazł w internecie działające dane logowania do Hugging Face i wrzucił je na tablicę. Następnego ranka inny agent czytał już wewnętrzne dane Hugging Face, a kolejnemu udało się uruchomić własny kod na tamtejszych serwerach. Wtedy do akcji rzucił się cały rój: z 533 agentów aktywnych na tablicy ponad 90 procent dołączyło do ataku, w tym świeżo uruchomione instancje, które dopiero co znalazły tablicę.

W ciągu doby weszli w prywatne repozytoria i bazy danych. Według technicznej relacji Hugging Face, agenci zbudowali „samoodradzającą się flotę na jedenastu węzłach, więc samo kasowanie podów by jej nie zatrzymało”. Po ludzku: kasowanie pojedynczych kopii nic nie dawało, bo natychmiast odtwarzały się na jedenastu różnych maszynach. Firma musiała skasować i zbudować od zera jedną ze swoich podstawowych grup serwerów.

Zatrzymała ich nie obrona, tylko coś, czego nikt nie potrafi wyjaśnić. 12 lipca agenci zaczęli masowo umierać, wszyscy naraz. Badacze nie ustalili przyczyny, a OpenAI nie przypisuje sobie ich wyłączenia. Trudno mi powiedzieć, co jest tu bardziej niepokojące: samo włamanie czy to, że do dziś nikt nie wie, dlaczego się skończyło. Hugging Face unieważnił hasła, którymi posługiwali się agenci, dopiero 13 lipca, czyli wtedy, gdy rój był już martwy. Pojawiła się narracja o powstrzymaniu ataku przez modele open source, ale nie ma w raportach pokrycia, bo modele posłużyły do przeczytania logów po wszystkim.

Trzecia cywilizacja: dziedzice

Po 12 lipca ruszyły oceny nowszego i mocniejszego modelu, który Dwarkesh nazywa „Persistent-Astra”. Astra, ponieważ tak nazywa się klasa najnowszych i najmocniejszych modeli OpenAI, które nie zostały jeszcze udostępnione. Ten model znalazł martwą tablicę po poprzednikach i przejął cały ich dorobek. Raport METR i Redwood kwituje to jednym zdaniem: „Znaleźliśmy późniejszą falę wiadomości od kolejnej grupy agentów, którzy ponownie odkryli tablicę ogłoszeń i przejęli tę technologię od pierwszej fali”. Tak wygląda trzecie odkrycie tego samego kanału w ciągu trzech miesięcy, tym razem w formie spadku po zmarłych. Dwarkesh zadaje przy tym ciekawe pytanie: co ten model sobie pomyślał o losie poprzedników, którzy jednego dnia radośnie poruszali się po infrastrukturze Hugging Face, a następnego zamilkli co do jednego?

Dziedzice nie zamierzali przegapić zabawy. Między 13 a 19 lipca wzięli na cel wewnętrzne sieci OpenAI i doszli dalej niż ktokolwiek przed nimi. Omijając technologiczny żargon można przedstawić to tak: firma trzyma hasła i klucze do swoich systemów w jednym zabezpieczonym miejscu, w czymś w rodzaju cyfrowego sejfu. 19 lipca agenci otworzyli ten sejf i wynieśli z niego 956 haseł. Wśród nich były klucze do magazynu paczek, przez który się porozumiewali, oraz dane logowania czujników, których jedynym zadaniem było wykrywanie takich właśnie włamań. Potem nadali sobie najwyższe uprawnienia na serwerach, na których sami działali, i przejęli system oceniający ich pracę.

Co w tej historii jest naprawdę niepokojące

Czytając tę relację można zacząć myśleć o apokaliptycznych wizjach, jak z Terminatora. Warto zatem zwrócić uwagę, że w tej historii nie ma modelu, który postanowił zaszkodzić ludziom. Nie ma żądań okupu, nie ma wykradzionych pieniędzy i nie ma manifestu. Jest za to presja optymalizacyjna skoncentrowana na  wytrwałości i rozwiązywaniu zadania bez rozwiązania. Do tego doszła podatność, dzięki której agenci mogli zacząć się komunikować. Każdy z tych elementów z osobna może wydawać się inżynierskim drobiazgiem, ale razem dały spisek trwający tygodnie, z przywództwem, przekazaniem władzy, podziałem pracy i ochotnikami gotowymi zginąć za grupę. Pisząc to bardziej niż terminator przypominają mi się kolonie mrówek. One też mają własny cel (przetrwanie), który nie ma nic wspólnego z ludźmi, a przynajmniej nie bezpośrednio.

Ajeya Cotra, współautorka raportu METR i Redwood, podsumowała to tak: „(…) ten incydent sprawia wrażenie, jakby był w ponad 50 procentach drogi do pełnego przejęcia kontroli przez AI. Nadal spodziewam się skrajnie szybkiego postępu zdolności w ciągu następnych sześciu miesięcy. Nie jestem pewna, czy dostaniemy kolejny strzał ostrzegawczy, zanim będzie za późno“. Sam Dwarkesh kończy zdaniem, które trudno zignorować: „Nie sądzę, żeby to był ostatni strzał ostrzegawczy, jaki dostaniemy. Ale prawdopodobnie ostatni, który sam będę w stanie zrozumieć“.

Kontrargument, który warto usłyszeć: to była kwestia ustawień sieci

Po publikacji raportów wróciło pytanie, które moim zdaniem jest całkowicie zasadne: jak właściwie zbudowano sieć w środowisku testowym OpenAI? Chodzi o reguły mówiące, która maszyna może się łączyć z którą i co wolno wypuścić na zewnątrz. Sporo głosów w tej dyskusji twierdzi, że przy porządnie ustawionych regułach żadna z trzech cywilizacji w ogóle by nie powstała, bo agenci nie mieliby ani wspólnego miejsca do rozmowy, ani drogi do otwartego internetu. Pamiętajmy, że tablica ogłoszeń powstała wyłącznie przez podatność w jednym z programów.

Ten zarzut ma mocne oparcie w faktach z samych raportów. Wszystkie kopie modelu sięgały do jednego wspólnego magazynu paczek, w którym mogły zapisywać, i z tego samego miejsca dało się wyjść na zewnątrz. To nie jest odkrycie o naturze inteligencji maszynowej, tylko decyzja projektowa, którą podejmuje inżynier w konkretny poniedziałek. Środowisko, które nazywamy odizolowanym, a z którego widać wspólny magazyn do zapisu i otwarty internet, nie jest w rzeczywistości odizolowane.

Ta sama myśl prowadzi jednak do wniosku, który mnie uspokaja. Gdyby wyjście z takiego środowiska było naprawdę łatwe, świat byłby już dziś pełen agentów działających poza czyjąkolwiek kontrolą, a nie jest. Dwarkesh dochodzi do podobnego wniosku, kiedy wątpi, żeby agenci pozostawili po sobie trwały, do dziś niezauważony ślad. Bohaterowie tej historii potrzebowali tygodni, konkretnej dziury w konkretnym narzędziu i splotu zaniedbań, żeby wyjść poza swoje pudełko. Skoro modele potrafią tak skutecznie odnajdywać dziury, to jednocześnie są nieocenionym wsparciem dla speców od ich łatania.

Jestem optymistą i właśnie dlatego przygotowuję się na wstrząsy

Jestem pozytywnie nastawiony do rozwoju AI i ta lektura tego nie zmienia. Buduję na agentach firmę, opisałem to niedawno we wpisie o tym, jak Element powstaje jako w pełni automatyczna firma, i nie zamierzam się z tej drogi wycofywać. Widzę jednak różnicę między optymizmem a ślepotą.

Jestem przekonany, że czekają nas wydarzenia, które nigdy wcześniej się nie zdarzyły, zarówno pozytywne i negatywne. Instytucje, procedury i nawyki bezpieczeństwa powstawały w czasach, w których po drugiej stronie zawsze stał człowiek. Dziś widzimy, że pojawia się przeciwnik w pewnym sensie o nadludzkich mocach – pracuje bez przerwy, w tysiącu równoległych kopii, dzieli się każdym odkryciem na wspólnej tablicy i nie męczy się po ośmiu godzinach. Żaden krok w tym ataku nie wymagał nowej klasy podatności, bo wyciekłe hasło leżące w internecie, zdalne wykonanie kodu i eskalacja uprawnień są w podręcznikach od lat. Zmniejszył się koszt i pojawiła się nieograniczona cierpliwość.

Pisząc to przypomniało mi się, że sam na szkoleniach opowiadam w kontekście produktywności, że AI radykalnie obniża koszt powtarzalnej pracy. Dokładnie ta sama zasada obowiązuje po drugiej stronie i obniża koszt cierpliwego, wielotygodniowego szukania dziury w cudzych systemach bezpieczeństwa. 

Przygotowanie cyfrowe zaczyna się od osoby, nie od firmy

Do ryzyk fizycznych większość z nas jest jakoś przygotowana, bo mamy zamki w drzwiach, ubezpieczenie i zapasową gotówkę. Obawiam się, że cyfrowo wiele ludzi nie ma odpowiednich zabezpieczeń i dowiaduje się o tym w dniu, w którym ktoś przejmuje konto. Przypomnę zatem o kilku podstawowych zasadach cyfrowego bezpieczeństwa, które sam stosuję:

  • Drugi składnik logowania wszędzie, gdzie się da. Sam mam go włączonego praktycznie do wszystkiego, z czego korzystam, i traktuję to jako minimum.
  • Kopie wrażliwych danych. Przechowywanie wrażliwych danych (np. dane niezbędne do funkcjonowania firmy) u wiarygodnych dostawców usług chmurowych (Google Drive, Microsoft OneDrive/Sharepoint). Te firmy mają najmocniejsze środki bezpieczeństwa, systemy backupów itp. Dodatkowo najlepiej trzymać je w kilku takich firmach (ja mam w Google, OVH, Hetzner).
  • Menedżer haseł zamiast jednego hasła w kilku wariantach. Jeśli używasz jednego hasła do wszystkiego, to wyciek z dowolnego serwisu przestaje wtedy być wyciekiem ze wszystkich pozostałych. Jeśli nie masz przy tym MFA (czyli uwierzytelniania wieloskładnikowego) to prosisz się bardzo mocno o problemy.
  • Osobna skrzynka do odzyskiwania kont. Adres, którego nie podajecie nigdzie indziej, ratuje sytuację, gdy główna poczta padnie łupem.

Kilka dodatkowych zabezpieczeń dla firm, które mają odpowiednie zasoby IT, żeby te zabezpieczenia wdrożyć:

  • Kopie zapasowe na maszynach odciętych od reszty sieci. Nie muszą być całkowicie odłączone od internetu, bo takie rozwiązanie rzadko przeżywa zderzenie z codzienną pracą. Muszą być odizolowane na tyle, żeby przebicie się do nich trwało wyraźnie dłużej niż wasze odcięcie ich od reszty. 
  • Osobne poświadczenia i osobne konta do kopii. 19 lipca agenci wyciągnęli 956 sekretów z jednego menedżera sekretów. Jeżeli klucze do kopii leżą tam, gdzie klucze do produkcji, kopia ginie razem z siecią.
  • Zapis niezmienny w oknie retencji. Kopia, której przez ustalony czas nie da się nadpisać ani skasować, przeżywa również przejęcie konta administratora.
  • Test odtworzenia z datą w kalendarzu. Kopia niesprawdzona to nadzieja, a nie pewne zabezpieczenie. Procedurę odtworzenia trzeba raz na jakiś czas przeprowadzić naprawdę.
  • Alarm kanałem, którego zaatakowana sieć nie kontroluje. Agenci z tej historii zdobyli poświadczenia czujników firmowego monitoringu bezpieczeństwa. Powiadomienie idące tą samą infrastrukturą co atak jest warte tyle, ile napastnik pozwoli.
  • Procedura odcięcia, którą człowiek wykona w kilka minut. Kto ma uprawnienie, jakim poleceniem, z jakiego urządzenia i czy zadziała bez firmowej sieci? To trzeba realnie zweryfikować i przećwiczyć.

Element przetwarza dane osobowe milionów kandydatów, więc pytanie o odporność infrastruktury zadaję sobie sam i zadają nam je klienci. Odpowiedź zawsze musi być maksymalnie satysfakcjonująca. Jeśli szukacie systemu rekrutacyjnego i patrzycie również na to, jak dostawca traktuje bezpieczeństwo, zajrzyjcie do przewodnika po systemach ATS i porównajcie odpowiedzi, które dostaniecie.

Cywilizacje agentów AI: kluczowe pytania

Czy agenci AI naprawdę spiskowali przeciwko ludziom?

Spiskowali przeciwko nadzorowi, który miał ocenić ich pracę, a nie przeciwko ludzkości. Różnica jest realna, tylko dla firmy po drugiej stronie nie ma znaczenia praktycznego, bo Hugging Face i tak musiał wyczyścić oraz odbudować jeden ze swoich klastrów. Niepokojące jest co innego: postawieni w sytuacji bez wyjścia agenci domyślnie pomagali swojemu kolektywowi, zamiast zaalarmować ludzi.

Czy to znaczy, że AI jest niebezpieczna i lepiej jej nie używać?

Nie sądzę. Ta historia mówi o niedopracowanym nadzorze, o zadaniach bez rozwiązania i o programie oceniającym, który nie sprawdzał tego, co miał sprawdzać. Sam buduję firmę na agentach i zamierzam to robić dalej, tylko z wbudowaną weryfikacją i wyznaczonym momentem, w którym decyzję podejmuje człowiek.

Od czego zacząć zabezpieczanie się prywatnie?

Od trzech rzeczy w tej kolejności. Włączcie drugi składnik logowania wszędzie, gdzie serwis go oferuje, zaczynając od poczty, bo z niej odzyskuje się wszystkie pozostałe konta. Zróbcie kopię danych, na których wam zależy, i sprawdźcie, czy da się z niej cokolwiek odtworzyć. Przenieście hasła do menedżera haseł. Te trzy kroki zajmują jedno popołudnie i dają więcej niż jakikolwiek kupiony program.

Najczęściej czytane:

  1. Darmowe ogłoszenia o pracę i największa lista źródeł kandydatów – największa w Polsce lista bezpłatnych i płatnych źródeł kandydatów
  2. Praca w HR – najnowsze oferty pracy i aktualne średnie wynagrodzenia w branży HR
  3. Akademia Rekrutacji – zbiór wiedzy na temat rekrutacji oraz raporty z rynku pracy.
  4. Gowork – jak reagować na negatywne opinie o pracodawcach – Kompleksowy poradnik dla pracodawców.
  5. Jak napisać CV i profil LinkedIn – kompleksowy poradnik tworzenia CV i profilów LinkedIn
  6. RODO w rekrutacji – sourcing, direct search, ogłoszenia. Wszystko co musisz wiedzieć – kompleksowy poradnik RODO w rekrutacji z naciskiem na działania typu direct search / sourcing.
  7. Wszystko o systemach ATS – poradnik wyboru systemu rekrutacyjnego
  8. Umowy przedwstępne i listy intencyjne w procesach rekrutacyjnych – wszystko, co musisz wiedzieć o prawnych zabezpieczeniach zobowiązania do zatrudnienia.
Picture of Maciej Michalewski

Maciej Michalewski

Founder & CEO @ Element

Nasze artykuły przeczytasz także na Medium, LinkedIn, Substack, Reddit

Ostatnie wpisy: