Big Tech i polityka - skutki wydarzeń w USA dla social networks

10 stycznia 2021

Interesuję się technologią, czego najbardziej wyraźnym przejawem jest naturalnie Element. Jednocześnie ostatnie wydarzenia w USA i ich związek z technologią, a konkretnie z sieciami społecznościowymi, jest tak interesujący, że postanowiłem napisać ten artykuł, który nie ma nic wspólnego z naszym systemem rekrutacyjnym, z rekrutacją i w ogóle z obszarem HR.

Do rzeczy.

Big Tech to największe w USA firmy z obszaru technologii informatycznych. Zaliczamy do nich przede wszystkim Amazon, Apple, Google, Facebook i Microsoft. W politycznym dyskursie również Twitter zaliczany jest często do Big Techu, a to z uwagi na swój ogromny potencjał rozpowszechniania informacji i szczególną rolę w kampaniach politycznych od czasów rozpoczęcia aktywności na Twitterze przez Donalda Trumpa.

Kadencja Trumpa przyniosła wiele kontrowersji, których apogeum w kontekście Big Techu właśnie obserwujemy:

  • Twitter konto Trumpa zablokowane i wszystkie posty usunięte. 
  • Twitter konto Oficjalne prezydenta stanów zjednoczonych (@POTUS) – ostatnie posty Trumpa są usuwane, ale konto nie zostało zablokowane.
  • Facebook konto Trumpa zbanowane
  • Instagram konto Trumpa zbanowane

Co w tym momencie robią amerykańscy konserwatyści? Przenoszą się masowo na komunikator Parler, który ma gwarantować większą swobodę publikowanych treści i niesie obietnice braku cenzury znanej z Twittera, Facebooka i Youtuba.

Transfer użytkowników do Parler jest tak duży, że aplikacja nie jest w stanie zachować płynności działania i w ostatnich dniach pojawiają się problemy z jej działaniem.

Jednocześnie Elon Musk, który od czasów skandalu Cambridge Analytica nieustannie krytykuje Facebooka (usunął z tego portalu m.in. profil własny, Tesli czy Space-X), najpierw wskazał zależność pomiędzy Facebookiem a obecnymi napięciem politycznym:

Następnie wskazał 41 milionom śledzących go na Twitterze użytkownikom aplikację Signal jako alternatywę dla komunikatora Facebooka:

Mamy zatem z jednej strony cenzurę i blokowanie kont przez gigantów komunikacji internetowej, a z drugiej strony pojawiające się alternatywy, dla których obecna sytuacja jest wiatrem w żagle, a jeden post Muska wywołuje wręcz huragan. Parler i Signal natychmiast trafiają na listę najczęściej pobieranych aplikacji w AppStore:

Co robi Big Tech?

Google i Apple usuwają Parler ze swoich sklepów pod pretekstem pojawiania się w aplikacji treści nawołujących do przemocy. Amazon wypowiada umowę na utrzymywanie aplikacji na swoich serwerach. Okres wypowiedzenia wynosi 24 godziny. Reakcja jest zatem bezpardonowa.

Polaryzacja społeczeństwa napędzana przez social media (mechanizm tej polaryzacji został świetnie przedstawiony w dostępnym na Netflix filmie Social Dilemma), doprowadziła nie tylko do niebywałego zaostrzenia sporów politycznych, ale także wywołała masowy przepływ użytkowników z dominujących sieci do pojawiających się alternatyw takich jak Parler, Minds.com, Signal czy Telegarm.

Obecna sytuacja jest również niewątpliwym sygnałem, że istnieje nie tylko przestrzeń, ale też coraz silniejsza potrzeba budowania alternatywnych rozwiązań. Może to zapoczątkować coś, co do tej pory było trudne do wyobrażenia, czyli spowolnienie wzrostu dominacji Twittera, Facebooka i Googla, a następnie jej złamanie.

Na koniec ciekawe spostrzeżenie, na które natrafiłem badając omawiany temat:

Zgadzam się z ogólną konkluzją, że politycy są niebezpiecznie uzależnieni od Twittera czy Facebooka, Mam jednak dwie uwagi do tej wypowiedzi. Po pierwsze nie zgadzam się, że ludzie nie pójdą tam, gdzie jest wolność słowa. Wręcz odwrotnie, w chwili obecnej część użytkowników o poglądach konserwatywnych już szuka nowych sieci spełecznościowych czego bezpośrednią oznaką jest gwałtowny skok popularności Parler i Signal. Po drugie nie sądzę, aby rzeczywiście mogło dojść do nacjonalizacji Twittera czy Facebooka. Uważam natomiast, że wprowadzenie prawnych ograniczeń cenzury jest bardzo realne. Reasumując, z dużym zainteresowaniem obserwuję kolejne wydarzenia. Niepokoją mnie pojawiające się w USA głosy aby odmawiać świadczenia usług firmom lub osobom o określonych poglądach społecznych lub politycznych. Nie chciałbym, aby Google, o którego usługi oparta jest infrastruktura naszego systemu rekrutacyjnego, zwróciło się kiedyś do nas z ultimatum zaprzestania świadczenia usług dla jakiegokolwiek klienta tylko dlatego, że np. jego firma robi coś niezgodnego z jakimś poglądem politycznym lub społecznym. W Polsce wydaje się to kompletną abstrakcją, ale w USA „cancel culture” rozwinęło się już bardzo mocno.

Polecamy:

Poznaj Element i rekrutuj efektywniej!

Maciej Michalewski

Maciej Michalewski

CEO @ Element. Recruitment Automation Software

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn

Ostatnie wpisy: